BEZPIECZEŃSTWO NA DRODZE TO SZTUKA PRZEWIDYWANIA ZAGROŻEŃ.

Aktualności

Blondynka – ostatnia nadzieja branży

Najpierw pochwaliła Ministerstwo Transportu, Budownictwa i Gospodarki Morskiej za to, że było w ostatnich latach dobrze zarządzane, kilka dni później spuściła po ostrzu noża czterech wiceministrów tegoż resortu. Po wszystkim, w pięknym górniczym mundurze, ze śpiewem na radosnej twarzy, rozbujała premiera Tuska i kilkuset górników. Minister do tańca i do różańca - pisze Eugeniusz Kubiś.
Jestem przekonany, że pani minister Bieńkowska świadomie i odpowiedzialnie wzięła na siebie zadania wynikające z kierowania gigantycznym organizmem. Przy pełnym poparciu premiera Tuska da radę. Taką mam nadzieję. Jestem załamany, jak patrzę na dotychczasowy urobek dwóch mężczyzn; można by powiedzieć ‒ przyjaciół z jednej drużyny. Wiceminister Rynasiewicz do niedawna przewodniczył sejmowej Komisji Infrastruktury, pan poseł Żmijan do niedawna był jego zastępcą, a teraz jest szefem tejże komisji. Układ, wydawałoby się, wymarzony. Efekty ‒ mniej niż marne. Może pani minister da radę tchnąć życie w ten świat wygarniturowanych mężów niemrawych.

Jak większość naszego społeczeństwa pochodzę ze wsi. Od siódmego roku życia wychowywałem się w małym miasteczku. Garnitury, białe koszule, krawaty w dużej liczbie widywałem na ogół podczas uroczystości rodzinnych. Mężczyźni zakładali je w sytuacjach wykluczających pracę. Nieraz odnoszę wrażenie, że współcześnie wielu mężczyzn po założeniu garnituru, pięknej koszuli i krawata czuje się, jakby uczestniczyło w ciągłym święcie i w odróżnieniu od utrzymujących ich podatników nie oczekuje od siebie efektywnej pracy, tylko efektownych apanaży. Garnitury garniturami, nie żałuję im ich, ale brak efektów mnie dobija i wkurza.

Ustawa o kierujących pojazdami z 5 stycznia 2011roku na dzień 5 stycznia 2014 roku charakteryzuje się tym, że większość jej zapisów zostało przeniesionych na styczeń 2016 roku, a te, które zostały, utrudniają życie obywatelom i instytucjom. Nie regulują, lecz utrudniają. A to jest różnica i nie po to tworzy się nowe ustawy. Garniturki, choćby najdroższe i najszykowniejsze, nie poprawią jakości prawodawstwa. Więcej szczegółów? Polecam wcześniejsze publikacje.

Zastanawiam się, co zwycięży w naszej ojczyźnie. Wojna rozgrywa się między zero tolerancji a zero odpowiedzialności. Z tym, że zero tolerancji dotyczy na ogół maluczkich, a zerową odpowiedzialnością cieszą się wykrawaceni, którzy zachowują się, jakby co dzień mieli święto. W głowie kłębią mi się myśli, ale zacząłem się bać je wypowiadać. Weźmy infoaferę, o której czytałem bodaj na pierwszych stronach „Rzeczpospolitej” około dwóch lat temu. Wówczas skojarzyłem, że dziwaczne rozwiązania w UOKP, dotyczące systemu teleinformatycznego i rzekomo państwowego egzaminu teoretycznego na prawo jazdy, mają z tą infoaferą wspólne korzenie. Prawie dwa lata względnej ciszy i infoafera wybucha na nowo. Strach się bać, co znowu wybuchnie pod stopami czy nad głowami. I komu wybuchnie.

Posłowie ministrowie. Jak oni mają pracować, skoro co roku muszą prywatnymi furami wyjeździć po pięć ton paliwa. A na dokładkę obciążono ich limuzynami z kierowcami, którymi też muszą swoje wyrobić. Ponadto darmowe przeloty, przejazdy, przepływy itd., itp. Jak dobrze policzyć, 26 godzin na dobę, 365 dni w roku w podróży. I to w garniturze. Mam nadzieję, że premier w trosce o kwiat narodu ukróci te męki. Kwiat użytecznych sił społecznych, tzw. grupa robocza, po dziś dzień opłakuje wiceministra Jarmuziewicza. Niedawno słyszałem, że gdyby nie ta nieszczęsna dymisja, UOKP dawno byłaby naprawiona i wdrożona. No cóż, nie dowiemy się tego już nigdy, ale wierzy w to niezachwianie niejaki Roman S., czyli Nikodem D. branży OSK. Użyteczne siły społeczne wkroczyły na wojenną ścieżkę z ministerstwem i WORD-ami. Gryzą się o resztki wyleniałych futerek kolegów z tzw. peryferyjnych OSK. Rozlega się bojowe zawołanie „wełenka z peryferyjnych jest nasza i tylko nasza”. Jeżeli ktokolwiek miał jeszcze wątpliwości, teraz wyzbył się złudzeń. Zamiast walczyć o zdjęcie ciężaru corocznych trzydniowych warsztatów z barków kolegów, troszczą się o wątpliwy interes garstki wątpliwie uprzywilejowanych. Warsztaty tak, ale w zupełności wystarczy raz na pięć lat. Warsztaty co roku to skompromitowana forma podziału środowiska, której jedynym celem jest ograbianie ogółu kolegów. Haniebny bezwstyd za składkowe pieniądze ofiar.

Niektórzy mają mi za złe, że kierując reflektory na działania użytecznych sił społecznych, a w szczególności na ich lidera Romana S., osłabiam siłę przebicia naszego środowiska. Spójrzmy na naszych P.T. partnerów po stronie rządowej. Premier robi z nimi porządki, usuwając, wymieniając, przesuwając, bo jest ich szefem i odpowiada za ich pracę. Może my również jako środowisko powinniśmy się zastanowić, kto tu jest suwerenem, a kto wykonawcą woli tegoż suwerena. Komu jest na rękę, żeby w rozmowach z władzą reprezentował nasze środowisko człowiek, który w wielce wątpliwych okolicznościach dał się wybrać na prezesa organizacji branżowej.

MTBiGM przez ponad dwa miesiące nie znalazło czasu, żeby odpowiedzieć na moje pismo dotyczące legalności sprawowania funkcji prezesa OIGOSK przez pana Romana Stencla. Obowiązek nadzoru nad OIGOSK nakłada na ministra ustawa o izbach gospodarczych. Mam nadzieję, że pod rządami pani minister Elżbiety Bieńkowskiej taki brak profesjonalizmu i lekceważenie prawa będzie karane. Panowie z ministerstwa ‒ garniturek, biała koszulka i krawacik nie oznacza, że macie permanentne święto! To jest wasz strój roboczy, który zobowiązuje, żebyście równie elegancko pracowali, jak się prezentujecie. Styczeń 2016 roku tuż-tuż. Weźcie więc na warsztat UOKP i zestawcie ją z postulatami protestujących w Zielonej Górze, Gdańsku i Pile oraz z wnioskiem grupy posłów do Trybunału Konstytucyjnego z 8 listopada 2013 roku. W końcu stwórzcie kompletny projekt nowelizacji UOKP, tak żeby nie trzeba jej co chwilę nowelizować.

Wracając do tytułu. Mam ostatnią iskierkę nadziei, że pani minister Elżbieta Bieńkowska da sobie radę i z UOKP, i z pendolino, i z całą resztą problemów. Jeżeli nie ona, to nikt inny.

Eugeniusz Kubiś