BEZPIECZEŃSTWO NA DRODZE TO SZTUKA PRZEWIDYWANIA ZAGROŻEŃ.

Aktualności

Powrót do edukacji

Czy w Polsce mamy jeszcze szansę na edukację komunikacyjną z prawdziwego zdarzenia?
W jednym z pierwszych wystąpień na stanowisku wicemarszałka Sejmu Cezary Grabarczyk oświadczył, że najdotkliwszą jego porażką jako ministra transportu było to, że przedstawiane argumenty nie przekonały ministra oświaty do koniecznych zmian w obowiązującym programie edukacji wychowania komunikacyjnego w placówkach ‒ szkołach podlegających ministrowi.

Zgadzamy się z tą oceną. Brak ciągłości w kształtowaniu świadomości od najmłodszych do najstarszych uczestników ruchu drogowego jest niewątpliwie podstawową, obok wielu innych powszechnie znanych i wielokrotnie omawianych, przyczyną tak fatalnego i tragicznego w skutkach stanu bezpieczeństwa na naszych drogach. Moim głównym celem dzisiaj nie jest podkreślanie i wyciąganie innych dobrze i równie często komentowanych, łagodnie mówiąc, niedoskonałości uchwalonego prawa.

Powrót do podstaw powszechnej i obowiązkowej edukacji komunikacyjnej nawet w przedszkolach oraz zasad wzajemnego poszanowania prawa i korzyści z tego wynikających, a więc kultury w szerokim tego słowa znaczeniu, pozytywne i od dawna oczekiwane rezultaty może przynieść, niestety, dopiero po dłuższym czasie. Dobrze, że gdy w Sejmie toczy się właśnie zaciekła dysputa na temat szybkiej nowelizacji rok temu uchwalonej ustawy, głos pana C. Grabarczyka, wicemarszałka Sejmu, osoby znającej chyba najlepiej wśród polityków problemy dotyczące branży szkoleniowej, wskazuje na właściwy moim zdaniem kierunek działań. Daje sygnał i wyraźną zachętę dla pozostałych polityków, i oczywiście mediów, na sposób oraz zakres koniecznych i pilnych działań, mających przynieść wyczekiwane zmiany.

Są już pierwsze pozytywne rezultaty. Na odzew nie trzeba było długo czekać. Zaniedbana i częściowo pomijana sprawa koegzystencji Ośrodków Szkolenia Kierowców i szkół w procesie nie tylko edukacyjnym, ale w wychowywaniu, została w stanowczy i zdecydowany sposób zdefiniowana przez od niedawna kierującego resortem komunikacji pana ministra Z. Rynasiewicza. Możemy jako federacja tylko przyklasnąć i życzyć wytrwałości w realizacji tego od dawna oczekiwanego postulatu.

Jaki jest efekt dotychczasowych działań i niemałych nakładów finansowych, kierowanych przez ministerstwo oświaty do szkół, wiemy wszyscy. Zajęcia wychowania komunikacyjnego w szkołach często są lekceważone i traktowane jako zło konieczne. Pozostawienie w rękach dyrektorów szkół prawa do wydawania kart rowerowych wywołuje od dawna uzasadniony sprzeciw szkoleniowców. Dodajmy do tego ustawowy zakaz pobierania opłat bez wskazania innych źródeł finansowania tej działalności, a będziemy znali powody zastraszająco niskiego poziomu wyszkolenia i, co najważniejsze, wykształcenia najmłodszych uczestników ruchu drogowego.

Praktycznie nikt nie rozlicza i nie kontroluje szalenie ważnej działalności szkoleniowej. Decyzja ministra, aby wpisać w program nauczania obowiązek uzyskiwania przez dziesięciolatków karty rowerowej, a czternastolatków prawa jazdy kategorii AM, spowoduje podniesienie znaczenia tych dokumentów i zmusi szkoły do zapewnienia wysoko wykwalifikowanego personelu. Staje się jasne, że tylko ścisła współpraca z wyselekcjonowanymi, posiadającymi certyfikaty OSK, szkolącymi od lat kandydatów na kategorie motocyklowe, zatrudniających instruktorów z doświadczeniem i niezbędnym stażem może z powodzeniem ten problem rozwiązać. Niestety, obowiązująca ustawa, dająca wyłączność takich szkoleń nielicznym super OSK, ogranicza w drastyczny sposób realizację omawianego rozwiązania. Nowelizacja i zmiana, mająca na celu umożliwienie powstania OSK, spełniających dodatkowe wymagania w zakresie uprawnień, w świetle tych nowych zadań, pozwalających na powrót do szkół odpowiednio wyszkolonych i doświadczonych instruktorów, czeka na szybką ścieżkę legislacyjną w sejmie RP.

Wychowanie komunikacyjne prowadzone w profesjonalny sposób powinno wpisać się na stałe w program nauczania młodzieży. Zajęcia z tej dziedziny nie powinny się ograniczać do zdobycia umiejętności pozwalającej na rozwiązanie testu na kartę rowerową czy prawo jazdy kategorii AM. Poprzez długofalowy proces zwiększania świadomości, wskazywania zagrożeń, rozwijania odpowiedzialności możemy wychować nowe pokolenie użytkowników dróg. Tak jak umiejętność czytania czy pisania, bez których nie da się żyć w dzisiejszym społeczeństwie, problematyka ruchu drogowego w całym zakresie rozumienia tej dziedziny życia musi być procesem wieloletniego edukowania. Wyrabiania nawyków i przyzwyczajeń. Jednorazowa doraźna akcja zdobycia chociażby karty rowerowej produkuje analfabetów komunikacyjnych, nierozumiejących sensu przepisów. Brak świadomości u młodego człowieka rośnie razem z nim. Nawet najsurowsze kary nie zmienią stanu bezpieczeństwa na naszych drogach, jeżeli nie zaczniemy inwestować w młodych ludzi. To oni mają być ambasadorami bezpieczeństwa na polskich drogach.

Krokiem w tym kierunku byłoby przekazanie uprawnień małym super OSK. One jednak z powodu braku środków nie są zainteresowane, a co najważniejsze ‒ nie dają gwarancji właściwej realizacji tak odpowiedzialnego zadania. Byłyby całkowicie nowymi strukturami, więc brak jest podstaw do oceny jakości ich pracy. Wielokrotnie zwracałem uwagę czytelników, że trzeba poczekać na nowelizację, umożliwiającą powstanie na bazie doświadczonych wysoko wyspecjalizowanych ośrodków sieci OSK, zajmujących się szkoleniami i pracą z młodzieżą. OSK z ukierunkowaniem na współpracę z dyrektorami szkół. Proponowałem, aby takie OSK były z jednej strony np. rekomendowane przez lokalne stowarzyszenia, działające w strukturach ogólnopolskich, oraz kuratoria. Oczywiście z podstawą do działań organizacyjnych i przyjęcia konkretnych rozwiązań musimy poczekać do czasu zmaterializowania się nowego pomysłu. Oby nastąpiło to jak najszybciej.

Dzisiejsza sytuacja, w której dorosły, bo osiemnastoletni obywatel, a dla nas kandydat na kierowcę, przychodzi do ośrodka i jest całkowicie niezorientowany, czego od niego jako przyszłego kierowcy oczekujemy, jest bardzo typowa. Jako szkoleniowcy, niestety, za często ponosimy klęskę, ponieważ stajemy przed zadaniami niemożliwymi do wykonania. Szkolenie podstawowe na kat. B w normalnym i sprawnie działającym OSK to przeciętnie dwumiesięczny kontakt z instruktorem. Nawet najwyższy poziom prowadzonych zajęć nie daje możliwości WYCHOWANIA i ukształtowania świadomości, gwarantujących właściwe zachowanie ‒ postawę na drodze, przekładającą się na bezpieczeństwo nas wszystkich.

To, co obserwujemy na polskich drogach, to nie braki w technicznym wyszkoleniu nawet początkujących kierowców, tylko często głupota i porażająca bezmyślność oraz najtragiczniejsza w skutkach pogarda poszanowania najprostszych przepisów ruchu drogowego. Smutna prawda, ale potwierdzają to badania Komendy Głównej Policji. Na pytanie skierowane do kierowców po kolizji drogowej lub po popełnionym wykroczeniu: czy znana pan/pani przepis, którego złamanie spowodowało to zdarzenie, 80 procent badanych odpowiedziało, że tak! Podaję ten przykład nie po to, by bronić kolegów z własnego podwórka, lecz by wskazać na o wiele większy, bo najistotniejszy problem nurtujący społeczeństwo. Problem utraty zaufania do własnego rządu oraz obowiązku przestrzegania porządku prawnego. Jest to podstawowa jakże ważna zasada dla każdego obywatela demokratycznego państwa prawa.

Nie przestrzegamy, bo nie widzimy i nie rozumiemy potrzeby przestrzegania jakichkolwiek przepisów. I to właśnie jest istotą mojego zainteresowania i troski większości naszego środowiska. Z nadzieją będziemy obserwować i wspierać wdrażanie przez pana ministra Z. Rynasiewicza zapowiadanego programu kompleksowej zmiany podejścia do szkolenia i egzaminowania. Zgadzamy się, że większość problemów i negatywnych zjawisk tak dotkliwie nas nękających wynika z zaniedbań i braków edukacyjnych w jak najszerszym tego słowa znaczeniu.

Jak wiele jest patologii i jak ogromne zaniechania i wręcz niechlujstwo dominujące wśród tak zwanych normalnych i często doświadczonych kierowców, widać bardzo wyraźnie zza szyby samochodu szkoleniowego. Wystarczy jedna lekcja w ruchu, aby nasz kursant zobaczył, że to, czego go uczymy, nie ma zastosowania w „normalnym” ruchu. Jest to zjawisko tak powszechne, że uczestnicząc niedawno w warsztatach większość uczestników ‒ instruktorów z wieloletnim stażem ‒ zastanawiała się, jak na przykład ćwiczyć manewr wyprzedzania, jeśli samochód nauki jazdy jest najwolniejszym pojazdem na drodze, bo jako jedyny jedzie zgodnie z przepisami, a samochody ciężarowe, popularne tiry, nigdy nie poruszają się wolniej niż 80 km/h ‒ maksymalna prędkość to 70 km/h.

 

Negatywnych przykładów zachowania kierowców ‒ sposób używania kierunkowskazów, klaksonomania, poruszanie się po rondach na sposób warszawski, a może krakowski, lub według innych, niezgodnych z obowiązującym prawem zasad. Zwyczajne chamstwo, brak funkcjonalności i logiki w oznakowaniu dróg, niespójne przepisy dostarczają praktyczne lekcje na co dzień. Nawet najlepszy instruktor ma wielki problem, aby przekonać swoich uczniów do korzyści i obowiązku przestrzegania naszego prawa. Brakuje nam argumentów i przekonywujących dowodów, że poprawne i prawidłowe prowadzenie pojazdu jest jedyną i najprostszą drogą do zapobiegania tragicznym wypadkom.

Bez wsparcia aparatu państwa i jego instytucji, w tym również mediów, nie uda się wytworzyć mody na dezaprobatę negatywnych postaw na przykład wobec osób nietrzeźwych lub będących pod wpływem innych podobnie działających środków. Pamiętajmy, że wieloletnich zaniedbań nikomu nie uda się zlikwidować szybko.

Powszechnym grzechem jest poszukiwanie doraźnych i najczęściej szybkich rozwiązań. Znamy przykłady dotyczące jednostkowych, najczęściej tragicznych w skutkach, katastrof drogowych, kolejowych z wieloma ofiarami śmiertelnymi, które dają okazję do szerokiej i głośnej medialnej dyskusji, mającej na celu wyjaśnienie przyczyn tragedii. Oceny i komentarze są najczęściej bardzo powierzchowne, ponieważ padają często z ust szanowanych, ale niekoniecznie znających zagadnienie publicystów.

Powoduje to dodatkowy szum medialny, z którego przeciętny słuchacz nie jest w stanie wyciągnąć pouczających wniosków. Dodajmy jeszcze wypowiedzi wielu polityków, odwołujących się do odpowiedzialności, a zarazem naciągających fakty w zależności od ugrupowania. Jak mamy wytłumaczyć licznej grupie kursantów, że wzmacnianie się przed jazdą napojem energetyzującym jest równie szkodliwe, jak zapalenie dla zrelaksowania skręta. Jeszcze niedawno w trakcie szeroko nagłośnionej w mediach akcji znanego polityka udowadniano, podobno w interesie młodych ludzi, że posiadanie niewielkiej ilości narkotyków nie jest przestępstwem. Jest przecież prawdopodobne i możliwe, że część słuchaczy mogła wysunąć podobny wniosek na temat alkoholu. Ręce opadają!

 

Identyczny przebieg miała doraźna dyskusja na temat zaostrzania kar za jazdę i wypadki spowodowane pod wpływem używek. Argumenty, że wystarczy stosować obowiązujące prawo, aby w znaczący sposób zwiększyć jego skuteczność, są głosami trafiającymi w pustkę.

Nasuwa mi się jeszcze jedna uwaga dotycząca doraźnych propozycji likwidacji zagrożeń, wynikających z błędów ustawodawczych. Mianowicie część w gorącej wodzie kąpanych reformatorów zgłasza pod wpływem bieżących wydarzeń wciąż nowe pomysły i energicznie domaga się ich wyjątkowo szybkiej realizacji jako lekarstwa na całe zło. Widziałem to kilkakrotnie na własne oczy w czasie procedowania w komisji sejmowej nowelizacji naszej ustawy. Czy jest rzeczą normalną, że wprowadzenie w życie prostego pomysłu pani Doroty Stalińskiej o wyposażeniu wszystkich pieszych w elementy odblaskowe w okresie od zmierzchu do świtu i w złych warunkach atmosferycznych zajęło naszej machinie administracyjnej około 20 lat i tylko wielkiemu autorytetowi i popularności tej znakomitej aktorki oraz jej determinacji zawdzięczamy przeprowadzenie tego projektu do końca?

 Państwo też możecie zwrócić na to zjawisko uwagę, oglądając na naszej federacyjnej stronie sprawozdania z sali obrad przygotowane jak zwykle przez kolegę D. Gila.

Szkoda tylko, że wszyscy, którym leży na sercu stan bezpieczeństwa, zapominają, iż należy najpierw zakończyć niezwłocznie uzgodniony i niebudzący zastrzeżeń katalog nowelizacji niezbędny do załatwienia bieżących i często opóźnionych spraw.

Najcenniejszą i szalenie ważną rzeczą jest, aby z powodu zwłoki i straty czasu w pracach nad koniecznymi poprawkami nie dochodziło do kolejnych tragicznych zdarzeń. Codziennie na drogach ginie minimum dziewięć osób, a ponad 100 zostaje rannych. Jak długo i na co mamy czekać? Wiemy też, że wśród tych tragicznych, bolesnych strat około 10 procent to piesi, pijani uczestnicy ruchu. Niestety, mamy również największą w Europie liczbę ofiar wśród najmłodszych. Wobec tych porażających informacji jakże blado wypadają wszystkie straty materialne spowodowane kolizjami drogowymi, szacowane na 30 miliardów złotych rocznie. W sumie daje to obraz sytuacji, z którą nie możemy się pogodzić nie tylko jako obywatele, ale również jako odpowiedzialni działacze naszej federacji.

Pamiętajmy znane powiedzenie: czas to pieniądz! A może raczej: czas to życie!

Wojciech Szemetyłło